GRUZJA

GRUZJA

Fascynujący kraj, z mnóstwem wspaniałych zabytków pamiętających pierwsze wieki naszej ery oraz niespotykaną na tak małym obszarze różnorodnością klimatu i krajobrazów. Gruzja to również ojczyzna wina, które jest wyrabiane w niemal każdym gruzińskim domu i stanowi  element  kultury Gruzinów, znajdując swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w kształcie liter alfabetu gruzińskiego.

Kierunek Gruzja obraliśmy wiosną, kiedy spośród losowo wybranych kierunków ewentualnej kolejnej naszej podróży zakręcona na mapie butelka wskazała to właśnie państwo.  Nie znaliśmy żadnego Gruzina,  czy  Gruzinki,  nic  też  nie wiedzieliśmy  o  tym  kaukaskim kraju  z  pogranicza Europy  i  Azji. W przypadkowej rozmowie z przyjaciółmi,  już po zakupieniu biletów na lot  do  Kutaisi usłyszeliśmy, że wskażą nam kontakt w social mediach na Gruzina, który pomoże nam na miejscu efektywnie zwiedzić swoją ojczyznę. Bez chwili wahania wykonaliśmy dzień przed wylotem z Polski połaczenie na messengerze i dysponując jedynie biletami lotniczymi oraz małymi bagażami kabinowymi wsiedliśmy w samolot w Katowicach. Konstantin, bo o nim mowa zapytał nas tylko, czy mamy bilety na samolot? Kiedy potwierdziliśmy, dodał „macie zatem wszystko, czekam na Was”. To był początek cudownej wyprawy w Góry Kaukazu Południowego.

Już w dniu lądowania w Kutaisi, udaliśmy się zorganizowanym przez Konstantina autem do Kanionu Martvili, który pokonaliśmy pontonem. 

Tego samego dnia, zanim pomocni Gruzini zorganizowali nam w swoich domach noclegi pojechaliśmy do cudownej  Jaskini Prometeusza  w  gminie Tskaltubo  w  regionie Imereti.  Liczy ona 1,8 km długości i leży 40 m poniżej poziomu morza, a poszczególne komnaty pełne stalaktytów, stalagmitów, czy stalagnatów sięgają kilkudziesięciu metrów wysokości. Dodatkowe sztuczne podświetlenie tego dzieła natury potęguje uczucie zachwytu. Jej pokonanie pieszo zajmuje mniej więcej 1 godzinę marszu i 15 minut płynięcia na powierzchnię drewnianą łodzią wieloosobową podziemną rzeką Kumi.

Na koniec pierwszego dnia wizyty w Gruzji odwiedziliśmy jeszcze Monastyry Mocameta (Monastyr Męczeników) oraz wpisany na listę UNESCO Gelati, w którym inicjował w 2004 r. swoją prezydenturę Micheli Saakaszwili. 

Rankiem,  tuż  po  sytym gruzińskim śniadaniu wyruszyliśmy trasą offroadową  “przewietrzyć płuca” w  stronę Małego Kaukazu.  Te  piękne góry,  wyższe od naszych Tatr pozostają jednak  w  cieniu Kaukazu Wielkiego, usytuowanego na północy Gruzji.  Wiodą przez nie mniej wymagające, ale równie piękne widokowo szlaki górskie i przełecze.

Był czas na widoków podziwianie i mniej lub bardziej celne postrzelanie do ceramicznych lotek.

W poszukiwaniu pierwszych śladów historii narodu gruzińskiego udajemy się do najstarszego skalnego miasta w Gruzji, starożytnego Uplisciche (უფლისციხე) położonego  w  centralnej  części  kraju  nad  rzeką  Kurą (Mtkvari).  Ośrodek powstał około V w. p.n.e. i funkcjonował do średniowiecza, kiedy to najazdy Mongołów doprowadziły do jego marginalizacji. W czasach świetności w pobliżu przebiegał Jedwabny Szlak handlowy, a miasto zamieszkiwało około 20.000 mieszkańców.  Przed  wprowadzeniem  w  Gruzji  chrześcijaństwa  oddawano  tu  cześć Słońcu. To co z miasta pozostało to wydrążone w skałach domostwa, komnaty, czy starożytny teatr, a także jedyny murowany w tym miejscu obiekt – cerkiew z przełomu IX-Xw. Obecnie Uplisciche zamieszkuje jedynie kolonia jaszczurek, wygrzewających się  na  rozgrzanych przez słońce skałach.  Miasto  opuszczamy  ukrytym w skale tunelem ewakuacyjnym, wiodącym ku brzegom rzeki Kury.

Przyszedł czas, aby wybrać się w podróż słynną Gruzińską Drogą Wojenną prowadzącą z Tbilisi do Władykaukazu.  To droga  od  wieków strategiczna dla militarnej komunikacji przez Kaukaz Wielki.  Na jej początkowym odcinku zatrzymaliśmy się przy malowniczo położonej nad rzeką Aragvi twierdzą Annanuri. 

Kontynuując wędrówkę ku północnym obszarom Gruzji zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym na góry Kaukazu Wielkiego.  Piękna panorama,  która  rozpościera  się  z  tego  miejsca  zapiera  dech w piersiach i bez wątpienia pozwala poczuć ducha tego masywu górskiego.

Czas zjechać z asfaltu, by offroad’owym górskim traktem przebić się do miejscowości Stepacminda (dawniej Kazbegi), a dokładnie do położonego nieopodal niej, w sercu Kaukazu Wielkiego prawosławnego klasztoru Cminda Sameba (Trójcy Świętej).  Cerkiew klasztorna z XIV w. usytuowana jest na wysokości 2170m n.p.m. w sąsiedztwie świętej góry Gruzinów – Kazbek. Jest to miejsce corocznych wypraw tysięcy ciekawych Gruzji turystów i obowiązkowy punkt na mapie turystycznej tego kraju.

Ruszamy wreszcie ku wschodnim rubieżom kraju, w rejon spornej gruzińsko-azerskiej  granicy państwa. David Gareja, perła tej okolicy, to klasztor wykuty w skale na pustyni, a raczej pustkowiach granicy Gruzji z Azerbejdżanem. Utworzony został IV w. n. e.  przez 13 syryjskich mnichów na wzgórzu Garedża. Aktualnie w sakralnym kompleksie skalnym zamieszkuje kilkunastu mnichów, którzy opiekują się monastyrem leżącym na spornym terenie granicznym o nieuregulowanym statusie prawnym. Gruzini uważają ten kawałek ziemi za część swojego kraju. Azerowie traktują tymczasem ten obszar za fragment własnego państwa. Bezsporną jednak pozostaje atrakcyjność historyczna i turystyczna tego miejsca, które po prostu nie sposób pominąć. 

W drodze powrotnej kierujemy się do gruzińskiego miasta zakochanych, Sighnaghi. To także stolica gruzińskiego wina. Właśnie w tym miejscu wytwarza się 70% wina z regionu winiarskiego Kachetia. Przypomina  raczej   małe,    romantyczne  miasteczka   toskańskie,   czy  chorwackie.   To  zarazem  jedno z najmniejszych miast Gruzji i jedyne, w którym przez całą dobę, siedem dni w tygodniu udzielane są śluby cywilne z zachowaniem wszystkich wymagań prawnych i ceremonialnych. 

W odległości zaledwie kilku kilometrów od Sighnaghi trafiliśmy na Monastyr Bodbe. To miejsce dla Gruzinów symboliczne. W bazylice znajduje się grób zmarłej w 340r. n.e. patronki Gruzji Świętej Nino, która dała początek chrześcijaństwu na tych ziemiach. Gruzini ustawiają się więc w kolejkach do grobu Świętej. Wierzą bowiem, że dotknięcie płyty nagrobnej z jej relikwiami może zdziałać cuda. 

Po odwiedzeniu Kaukazu Małego i Wielkiego oraz przestrzeni między nimi, a także wschodnich zakątków Gruzji,  przyszedł czas na Morze Czarne i Gruzję zachodnią. Głównym miastem regionu autonomicznego Adżaria jest Batumi. To drugie pod względem wielkości miasto Gruzji i główny kurort nadmorski oraz znaczące centrum hazardu arabskich szejków.  Miasto dynamicznie się rozwija. W linii nadmorskiej powstaje szereg nowoczesnych budynków i hoteli, w których można wykupić dla siebie apartament na stałe za ok. 30.000 euro, a więc stosunkowo niedrogo. Może okazać się to atrakcyjnym pomysłem na inwestycję w turystykę w kraju o ograniczonej znacząco reglamentacji prawnej i ogromnej swobodzie w prowadzeniu działalności gospodarczej. Wracając jednak do akcentów stricte turystycznych, należy podkreślić, że miasto jest  pięknie położone i zadbane. Pasaż nadmorski składa się z kilku ciągnących się równolegle do brzegu morza przecznic na obcinku blisko 8 kilometrów. Tworzy to wspaniałą przestrzeń turystyczną kurortu, który można podziwiać także z pobliskiej góry, na którą z centrum miasta prowadzi linowa kolejka gondolowa. Nad centrum miasta w oczy rzuca się górująca nad nim futurystyczna Wieża Alfabetu w kształcie łańcucha DNA, na której znajdują się wszystkie 33 litery gruzińskiego alfabetu oraz 188 metrowy wieżowiec Uniwersytetu Technologicznego z diabelskim młynem usytuowanym w górnej części budynku. Na nadmorskim bulwarze uwagę przykuwa ruchomy pomnik mężczyzny oraz kobiety – Ali i Nino, będący symbolem miłosci  i  pokoju między narodami autorstwa  artystki  Tamar Kvesitadze.  To dwie meteliczne postacie  o  wysokości  7 m,  które zblizają  sie  do  siebie  i  przenikają się nawzajem,  a  następnie oddalają, by po chwili cały cykl powtórzyć od nowa. 

Na zakończenie gruzińskiej eskapady zatrzymaliśmy się na kilka dni w stolicy kraju. Tbilisi to piękne miasto, położone nad rzeką Kurą, którego centrum nocą nie zasypia. Malownicze uliczki, pełne magicznych knajpek,  wypełnionych turystami  i  rozentuzjazmowaną młodzieżą,  są niczym tętnice miasta. Tłoczą witalną energię, emanują życiem i napawają optymizmem. Stolica Gruzji swoim światowym charakterem mogłaby niewątpliwie zawstydzić wiele stolic Europy Zachodniej. Wieczorem miasto z rozświetloną na wzgórzu Solaki fortecą Narikala czaruje i zachęca do długich spacerów. Spoglądająca z wzniesienia na gród dwudziestometrowa statua Matki Gruzji w prawej dłoni dzierżąca miecz dla wrogów, a w lewej puchar z winem dla przyjaciół zdaje się stać na straży gościnnej atmosfery aglomeracji. My daliśmy się ugościć w Tbilisi tradycyjną kawą zaparzoną w mosiężnym tyglu na gorącym piasku przez sympatyczną Gruzinkę.

W Gruzji można i warto się zakochać. Każdą miłość trzeba jednak pielęgnować. Zachłyśnięci zatem krajobrazami Gruzji, uraczeni gościnnością jej obywateli oraz zachwyceni historią i zabytkami tego kraju już nie możemy doczekać się kolejnej fascynującej wyprawy na Zakaukazie.